Najnowsze komentarze
 
2013-05-28 14:48
provident do wpisu:
wwwreszcie jestem u siebie!
Podobne mam przemyślenia ekonomiczne.
 
2007-05-27 07:58
syndykat44 do wpisu:
wwwreszcie jestem u siebie!
to znowu ja. Tym razem we własnym komentarzu. Zwyczajnie nie mialem cierpliwości poszukac[...]


O mnie


Kategorie Bloga
 
Ogólne
 




Archiwum Bloga
 
Rok 2007
maj

Marsjanie atakują

syndykat44

2007-05-27 08:00
 Oceń wpis
   

 

 

Chyba juz przez przypadek znalazlem prosty sposób na dopisywanie treści do swojego bloga :)

 

Jak to mówią najciemniej jest pod latarnią...



2007-05-26 18:44
 Oceń wpis
   

 

Dobre kilkanaście dni temu, założyłem sobie bloga. Zdążyłem jedynie zatytułować i...coś przerwało i... potem w żaden sposób nie potrafiłem trafic znowu w to miejsce, a jeżeli już nawet udało mi się to - wtedy nic nie działało - dzisiaj działa. Nawet nie pamiętam w jakiej dzidzinie rejestrowałem to moje pisanie. Mars - to zodiakalny opiekun mojego znaku i stąd min taki tytuł całości. mogłem napisać Barany atakują - ale to wygląda zbyt politycznie, a idąc za słowami postaci z kryminału czytanego w młodości "Na polityce sie nie znam bo jestem zbyt głupi, nie zajmuję się nią bo jestem zbyt madry" Hmm nie wiem co przed laty tak  zainspirowało mnie do powtarzania tego kawałka, a moze cos przekręciłem?.

 

W wieku 30 lat byłem ( słusznie przekonany), że przypadkowych trzech emerytów wyrwanych z tłumu - wymieniając wszystkie swoje w życiu dokonane zajęcia zawodowe i sumując do jednego worka - nie są w stanie uzbierać tylu profesji co ja trzydziestoletni wtedy młodzienieć, a przekonanie to wzięło sie z tego, że swoje praktyki zawodowe podejmowałem wczesniej w sposób hurtowy, począwszy od pracownika najemnego :) na plantacji winogron ( praca polegała na wtykaniu w ziemię określoną strona "patyka", który był zalążkiem krzewu winnego. Pamietam jak dzisiaj, słowa  właściciela, który stał nad naszymi głowami i co rusz powtarzał; "To ma iść wam jak w fabryce Forda! Raz, dwa, trzy, raz, dwa, trzy.....przy zbieraniu owoców sezonowych. Jednodniowe zajecie na plantacji chmielu to bogactwo doświadczeń, kte powtarzam tez wielokrotnie na zasadzie anegdoty, która teraz przyprawia mnie o usmiech a wtedy właściwie doprowadziła do zakosztowania beznadzieiności zajęć najemnych :) Calutki dzień siedziałem z wiklinowym  koszem, napełniając go malutkimi szyszeczkami chmielu. rwałem i rwałem, a kosz chyba wtedy nie miał dna. cały dzień pracy zważono w jednym koszu i wyplacono dniówke, która pozwoliła na zwrot kosztów dojazdu ( pociągiem 30 km) oraz dużą paczkę dzisiejszych ciasteczek Be Be. To było doświadczenie ekonomicznie posumowując właśnie takie jak te ciasteczka : be be. Wymienam dalej najmniej nascie produktów sprzedawanych na plaży ( od lodów po pączki, ogórki, latawce itp  służba w barwach kelnera, potem odpracowywanie manka w zmywalini równoczesnie w dwóch lakalach. tak, tak  bylismy na wspaniałych wakacjach namiotowych nad morzem. Pewnego dnia skończyły sie pieniązki...Jeszcze ostatnim zipaniem portfela wysmyczyliśmy imprezę  pozegnalna i...towarzystwo ujechało do domku a ja pozostałem na morzem zaciągając się jako kelner w Międzyzdrojach w restauracji SAWA ( dawnej Europejskiej) dzisiaj pewnie jeszcze innej nazwy. To było moje pierwsze zajecie  w kelnerskim fachu, dostałe pod opieke  osiem stoliczków , po cztery osoby przy każdym i ruch stołówkowy na trzy transze, oj było co biegać, czasu nie starczało na wymiane szklanek. Starzy kelnerzy pokazali jak ułatwiac sobie zajęcie, szklanki po pierwszej transzy wczasowiczów pozostawały na swoich miejscach, jedynie dolewalismy różowy płyn zwany kompotem, tak żeby kolejni  letniacy mieli pelne szklanice. Ten proceder, przy trzeciej zmianie szedł juz super szybko...dostałem uraz do kompotów na wczasowiskach....a kiedy nastał wieczór dostałem służbowy garniturm jakieś dziesięć centymetrów krótsze od długiego - rękawa rękawy marynarki, skromnie mówiąc - skromnych rozmiarów w plecach. Spodnie jak z afery potopowej, zbyt, zbyt krótkie, koszule białą trochę bez guzików , a do tego parę butów , tak na oko 1,5 numeru za mMiedzyzdroje już wtedy  popularna miejscowośc letniskowa, a zatem na dancing w Sawie gromadnie  przybywali pensjonariusze...osiem stolików z mieszanym towarystwem - to jest co gonic dla wprawnego. Dla mnie związanego strojem, brakiem praktyki itd Np wrodzoną niesmiałością była do kamieniołomowa praca. W efekcie wylądowałem na koniec  wieczoru, bladym switem z podsumowaniem manka na 5 butelek gastronomicznej wódki. Niezła kasa - gdybym zarobił, wielka kasa gdy przyszło to uregulować. Na szczęście w zmywalini brakowało osoby do talerzy, zamieniłem posadę. Dodatkowo zatrudni.lem sie w knajpcce, która chyba nazywałe się Syrena - tam na nocną zmiane dostałem dowództwo jednoosobowe w zmywaku..i tak myjąc i myjąc za wikt i posłanie doszedłem do siódmego dnia  tworzenia i wreszcie miałem na stanie wielkie ZERO, ale teświty, switaniea na tarasach gastronomicznych Miedzyzdrojów - ech to były wspaniałe czasy....a sam statut kelnera powodował inna przynalezność klasowa - to była niezaprzeczalna atrakcja dla dziewczyn wypoczywających w kurorcie...dalsze zajecia to np sporo czasu  w zawodzie listonosza - dzisiejszy doręczyciel, biegałem po rejonie, który niedzwno pod soba w Poznaniu miał sam mistrz Laskowik - en od kabaretu, TEYa i przepysznych pomysłów na smiech, radość i zauważenie drażniących tematów. Oj napracowałem sie sporo  przy murarce, jako pomocnik fachowca - spędziłem chyba z 15 miesięcy - cięzka robota w tym zajęciu najprzyjemniejsze były powroty do domu. Pamietam jak szef każdego dnia nawoływał "Dawaj dwa wiaderek! " ( chodziło o zaprawę murarska) oj czarna robota  niewolnicza, ale wreszcie zarobiłem własnoręcznie na oczekiwane z utęsknieniem własne pierwsze własne a do tego stereo RADIO."Elizabeth II  co to byłas wtedy za muzyka???:) byłem zmywającym naczynia laboratoryjne, hodowałem kwiatki, począwszy od kolby z galaretka i czynników meskich i żeńskich do ciupenkiej sadzonki szlachetnych gatunków, sadziłem ukorzenione sadzonki...byłem inkasentem w gazowni ( to było pierwsze takie u kogos zatrudnienie  gdzie byłem sam sobie panem czasu i pomysłu na pracę...na listonoszowe ścieżki wracałem kilka razy...kiedy NRD było dla nas Zachodem próbowałem sił w Fabryce Kapsli w Berlinie jako pracownik przy taśmie montażowej, odrzucałem źle zalane kapseli i tak całe nocki i po każdej regenercyjny posiłek - grochowa jak z bajki Łyzka stała w niej pionowo - taka gęsta....był czas, kiedy stałem się kurierem ( międzynarodowym ) to ciekawy i niebezpieczny epizod z mojego życia - poznałem uroczą osobe ciut starszą od mojej, ciut majętniejszą.....a w naszym ciekawym Kraju pojawiła się razem z bratem by pozyskac złom srebra, albo może nie złom, w każdym razie srebro. Była Rosjanką, która ujcechała w odpowiednim czasie do dalszego NRD, bardziej zachodniego i tam posmysły zamieniła na mareczki i ciut lepszy dla siebie czas. Mieli tej forsy, aż brzydko. Złom kupowali u Cyganów, ważyli na takich wagach jak waży sie węgiel ( czy ważyło sie w przeszłości) leciały na szalę srebrne papierośnice  z rodowymi inicjałami, wymyslnie gięte sztućce, narzędzia kuchenne przedniego lub NAJ przedniejszego gatunku, puzderka,  takie tam cudeńka - wszystko na złom...to wtedy była dla mnie rola aktora w "Stawce większej niz życie " :)) do były moje małe wykroczenia. W roli czułem się świetnie....a ta przygoda zaczęła się tak......po praktycznych praktykach w studium przygotowującym do obsługi ( kadry) nwego  hotelu Orbis Hotelu Poznań - oswojony z  luksusem tamtych lat, poruszałem sie po przybytkach orbisu tak jakbym to czynił codziennie i id wielu lat. Wybierając się na zaproszenie przyjacół przy wszchodniej granicy (Siedlce) na przegląd satyryczny twórców amatorów ( tak sie zaliczałem wtedy)  przed nocnym pociągiem zajrzałem do "piekiełka" Hotelu Polonez - piekiełko to taka na wyższym poziomie nocna tanc buda   - tam właśnie zamieniając kilka slów z rówieśnikami praktykującymi w gastronomicznym fachu właśnie na tym poziomie - zauważyłem ciut starszą od siebie blondynke, która miala siły witalne by korzystać z urody życia...była z dwoma facetami...ruszyłem z zaproszeniem do tanca. Na poje pytanie odpowiedziała po niemiecku, że nie kuma...kiedy sięgnąłem do worka słówek i skleciłem na nowo zaproszenie - nie odmówiła...to była cudowna noc..pociąg do Siedlec odjechał tym razem bez mojego psażerstwa....o bladym swicie po zakończeniu parkietowych szaleństw, po wyproszeniu delikatnym przez obsluge ( koniec działaności lokalu;) przenieslismy sie na parking, z szampanem, muzyka aż starcic mozna oddech itd itp...... Nazajutrz  postanowiłem zaprosic Mirę w rewanżu na śniadanie w hotelowej kawiarence...pieniązki na bilet powinny wystarczyć - rzynajmniej tak pomyślałem. Pojawiła sie w towarzystwie brata. Troche mi mina sklapła, forsa to nie wszystko ale kiedy trzeba uregulować rachunek okazuje się, że jest bardzo ważna. Właściwie w przeliczeniu na hotelowe ceny miałem na dwie kawy i moze sok jakiś. A tu zasiedli we dwoje, pozamawiali jajecznice, szynki, wymyslne dodatki...ja pozostałe skromnie przy kawie.......................

UFFF finał okazał sie dla mnie przyjazny ONI jako Goscie hotelowi mieli już w cenie swoje sniadanie UF udało sie wyjść z twarzą.......dalsze zajęcia powymieniam później jeżeli znajdzie się jedna osoba która zechce wyrazic swój komentarz :)  a jak nie to też  zaczne pisac i to jeszcze więcej i więcej

pozdrawiam jak jest kogo

M